Suliki w podróży

sobota, 12 września 2009

Duża wyspa, ciąg dalszy

Mamy tu wszystko: pustynię, las tropikalny, rafę koralową , wulkany, góry po 4000+ mnp ( to jest prawdziwe nad poziom morza bo i morze i górę widac z jednego miejsca ), spiekotę i deszczyk ... i to wszystko na jednej wyspie, którą objedziemy dookoła, niesamowite. Czy wiecie że ten wulkan ( ciągle aktywny ) wywalił taką ilość skały że można by zbudować 2 pasmową autostradę okalającą ziemię 50 razy ! Jest cool, zdjęć z kempingu nie zamieścimy bo rodzina może się zacząć martwić o nasze zdrowie psychiczne ( mamy cos koło 100 kotów kręcących się koło namiotu ). Jest to kraina Obamy wszyscy pytają czy znamy, to odpowiadamy że mieszkamy koło Wałęsy i mina im rzednie. Właśnie jesteśmy na porannej kawie ( large - znaczy wiadro ) po porannym trekingu i korzystamy z free dostępu do internetu.
Pololu Valley, pn. Hawaii

Nasz kemping

piątek, 11 września 2009

Donkeyballs

... just connected via 'Donkeyballs' network in the local bar. We discussed about Little Poland, Little Britain so far, but I can tell you that Honolulu is like a Big Japan ! More Japanese than local ones, it looks like a second invasion. Can anybody explain it ?
For all in the office those days: it's cold, rainy and foggy here, I think very warm about my home office , air condition and IBC ... any better now ?
PS
I dream about my Hyundai driving Dodge Caliber here, they should not do any cars for sure !

Big Island

Big Island to największa hawajska wyspa, wysunięta najbardziej na południe, tu jest południowy przylądek Ameryki i jest on bardzo dobrze oznaczony.
Rozbiliśmy nasz namiocik na plaży i dzielimy nasz apartament z jaszczurkami, kolorowymi ptakami, jakimiś łasiczkami i innymi robaczkami, wino pyszne sączymy z kubków po jogurcie (zaraz kupimy nowe, bo kieliszki trzeba zmieniać). Na tej plaży mamy święty spokój, słyszymy tylko szum fal i śpiew ptaków, Jakoś Waikiki Beach nam nie pasowało. Te tłumy, te sklepy, drogie knajpy to głównie dla młodych, bogatych turystów z Japoni. Czuliśmy się jak w Japoni. Dziś wstaliśmy o 7, wzięliśmy kapiel w oceanie, potem prysznic, resztę napiszę potem, bo bateria się kończy.
Do usłyszenia.

Jesteśmy z powrotem.
Siedzimy w kafejce internetowej, hasło do netu to Donkeyballs. Pada deszcz, ale jest 30 stopni.
Jutro rano znowu wstajemy wcześnie i wypatrujemy delfinów, bo na naszej plaży one odpoczywają w nocy a nad ranem zbieraja się do odpłynięcia na pełne morze.
Rybki w wodzie i korale są niesamowicie kolorowe, jutro zabieramy sie do podwodnych zdjęć.



wtorek, 8 września 2009

Hawaje, Waikiki Beach

Dolecieliśmy na Hawaje! Czas nam się zupełnie pokręcił, o 3 nad ranem obudziliśmy się i poszliśmy zwiedzać miasto oraz plażę. Piękne wysokie hotele, bogate, świecące sklepy ze lśniącymi szybami, tropikalna roslinność. Wilgotna bryza od oceanu, a nawet niewielki deszczyk, ale tak ciepło,że żaden rękawek nie jest potrzebny. Dużo ludzi na ulicach o tej nieszczęsnej trzeciej nad ranem, jedni wracają z imprez, inni podsypiają na ławkach przed komendą policji, a jeszcze inni uprawiają jogging.

Wracając do Ameryki kontynentalnej, to sosny pachną w górach wanilią, Polacy są niezwykle gościnni, dostarczyli wifi za darmo :) wyprali nas, nakarmili, poczęstowali pysznym kalifornijskim winem, zaopatrzyli w prowiant i wysłali na lotnisko. Autostrada jak po sznurku doprowadziła nas z Folsom przez Sacramento do San Francisco. Ameryka jest cool!

A teraz na śniadanie papaja i mango z domowej uprawy.
Lecimy po skuterek i na plażę :))


Waikiki Beach

Goodbye America welcome to Hawaii

Yep we did it, 9200 ft ( something around 2800m ) above the sea level in 5 hours ( return trip )! Great view on the Tahoe Lake from the top, it was good for health except 5 o'clock morning wake up.

Goodbye California ( almost America ), country of the 'fat free or low fat' food ( useful info for travellers: American Airlines serves no food in the economy class, but ... more than 1h mandatory commercial about McDonald's at on board entertainment, you can always buy something, your independent choice ....), excellent wine and Korean cars.

We are in Honolulu .. + 31C air and water temperature, Lodge with the sea view about 100m ( 328 ft. ) from the Waikiki Beach ( we walked at 3 in the morning due to the time difference - 12 hours now ).

Mahalo !

niedziela, 6 września 2009

California

6 comments just after I translated 'komentarze' - unbelievable ! Thanks so we will continue for sure.
Little Poland, hmmm I was rather under impression that it's more like a Little Britain, but....
Couple of useful information for California visitors: Lodge 65-75$/night, petrol 3,13$/gallon, hod dog 0,99$ ( without ketchup ), click on the link in the latest polish part and you will get access to the first pictures. I have to go sleep as we plan 'high mountain' hiking from 6 ( yes we are stupid )in the morning somewhere close to the Tahoe Lake , bye for now.

Folsom, California

Jesteśmy u naszego miłego znajomego, który kilka lat temu wyemigrował z Polski. Był tak miły, że przez kilka dni możemy poczuć się jak w domu. Od kilku dni ciężko pracujemy chodząc intensywnie po górach, a to Lassen National Park ( uff, puff i para bucha z rozgrzanego wulkanu brzucha ) , a to Emerald Bay nad jeziorem Tahoe. Informuję, że śpimy nie tylko w hotelach. Namiot właśnie wypróbowaliśmy na kempingu niedaleko Giant Evenue. Właściwie tyle ciekawych rzeczy już widzieliśmy, że wszystko nam się myli. Ciekawe co będzie dalej. Właśnie zabieram się za piwko w historycznym kuflu Intela ( dostał prace po wypiciu małego jasnego ) i musimy się dobrze sprawować, bo inaczej nasz gospodarz wprowadzi do następnych generacji chipów intelowskich takiego wirusa, że mamy wszyscy z głowy kupowanie nowych komputerów.
Jak mi się uda, to zaraz wstawimy kilka zdjęć, generalnie w Ameryce nie jest tak łatwo z dostępem
do internetu, szczególnie w takiej dziczyźnie, jaka nam pasuje.
Nasze zdjęcia z Kalifornii

środa, 2 września 2009

West End and American Dream

… or all Brits can speak Polish now or we have not spent last 2 days in London ! Without guessing it was much easier to order Italian food in Polish than using Shakespeare’s language . Yes , as promised we saw BIG BEN, London Eye , etc . and you can believe or not but we found nice hotel close to the Victoria station at 34GBP including continental breakfast , unbelievable !
After almost 11 hours spent at the plane our American Dream is called ….. HYUNDAI ( receptionist even could not write it down ) , they have a real problem here.
We really start discovering America tomorrow as it’s time for some sleep now.

"Komentarze" means Comments so please feel free to do it, if not we stop looking for places with internet access !

poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Londyn

Suliki pozdrawiają z kosmosu / Suliki in space


Pozdrawiamy z Londynu, więcej naszych niż tubylców. Właśnie było cześć Jola, cześć Agata a siedzimy we włoskiej ( francuskiej, polskiej ? ) Coffee Shop Pompidou. Wiemy już wszystko o maszynach parowych, traktorach, kosmosie i dinozaurach po dzisiejszym muzealnym dniu. So far so good zaczęliśmy odliczanie dni do powrotu ( 182 ? ) jutro lecimy dalej.

wtorek, 18 sierpnia 2009

For English Speaking press 1 :)

I cannot promise that I will translate everything what is available in Polish , but at least for the UK based colleagues it should not be a big deal after more than 10 years with me !

We are almost ready, list of 'THINGS TO DO' for our sons is longer than combined CE/India monthly report so you can imagine that it's very serious . Ewa is still adding comments how to support our dogs when we are off, you know kiss in the morning, mid day kiss, etc..

I didn't have enough time to go through the existing Polish part of our blog ( honestly I am not 100% sure how to do it adding new post at the same time), but generally we start 1st of September from ... London ( big surprise, is it ? ) and should have a first stop in San Francisco where we plan to visit National Parks close to the Tahoe Lake – that is all I know at the moment but still I have couple of days more to make sure that it was a right decision !
Next one for English Speaking will be from London ( do we really plan to see Big Ben ? )

piątek, 7 sierpnia 2009

Koniec planowania

Koniec planowania podróży, prawie wszystko załatwione. Teraz przyszedł czas na ustawienie młodzieży i zwierząt w domu, postawienie Dziadków w stan gotowości, udobruchanie Sąsiadów i zachęcenie Znajomych do zaglądania do nas.
Na pożegnanie krajobraz z Polski północno-wschodniej, bo Polska też jest piękna, o czym przypomnieliśmy sobie kilka dni temu.

Urlop na Podlasiu

niedziela, 28 czerwca 2009

sobota, 27 czerwca 2009

Opracowujemy RTW - część II

W części pierwszej będziemy zwiedzać rozwinięte kraje naszego globu. Teraz przyjdzie kolej na kilka biednych, ale malowniczych i przyjaznych państw Azji południowo wschodniej: Indonezja, Tajlandia i Laos. Tu zamierzamy zamienić się w prawdziwych backpackerów. Koniec z wynajmowaniem samochodów i camperów, nadejdzie pora na pociągi, autobusy, tratwy i słonie.

  1. Indonezja

  2. Z Nowej Zelandii fruniemy na Bali. Tu będziemy trzy tygodnie, żadnych planów, pełna improwizacja. Może odpoczynek, a może zwiedzanie tysięcy okolicznych wysp.

  3. Tajlandia i Laos

  4. Trasa
    Większa mapa

    Po zwiedzeniu Bangkoku, pojedziemy pociągiem do Chiang Mai w górach na północnym wschodzie Tajlandii. Tutaj zwiedzimy tzw. Złoty Trójkąt: Chiang Mai, Soppong, Pai.
    Przez Chiang Khong dostaniemy się do Laosu i Mekongiem spłyniemy do Luang Prabangu.
    Teraz już tylko autobusem na południe do stolicy Laosu Wientianu i stamtąd z powrotem do Bangkoku. A z Bangkoku do domu.

piątek, 26 czerwca 2009

Opracowujemy RTW - część I


  1. Otóż z Londynu lecimy do San Francisco, skoro już tam będziemy, zamierzamy zwiedzić skrawek lądu na północ od SF.
  2. Z SF lecimy na Hawaje!! Zamierzamy odwiedzić Oahu, Kauai i Big Island czyli Hawaii.

  3. Po drodze do Nowej Zelandii, odwiedzimy Australię! Właśnie zabieram się za opracowanie trasy.To jest niezwykle przyjemna forma spędzania wolnego czasu. Czasami myślę, że może to wystarczy za wszystkie uciążliwe podróże: ciepły, przytulny kąt przy kompie, psy chrapiące obok na dywanie, piękne zdjęcia w necie.
    Pierwsza część podróży po Australii dotyczy Terytorium Północnego, gdzie zamierzamy odwiedzić Kakadu NP, Nitmiluk NP i Litchfield NP czyli krokodyle, wodospady, wawozy żłobione przez rzeki, aborygeńskie petroglify, gorące źródła, termitiery, jaskinie.

    Trasa w północnej Australii:
    Trasa na wschodnim wybrzeżu Australii:

    Większa mapa

  4. W Nowej Zelandii mamy do przejechania odcinek pomiędzy Auckland a Christchurch. Trasa liczy 4 tysiące kilometrów. Najwyżej utkniemy gdzieś na pięknym wybrzeżu, tez będzie pięknie.Trasa w Nowej Zelandii:
    Większa mapa

czwartek, 8 stycznia 2009

Żegnajcie Indie

Tato, ale my nie chcemy odwilzy! Zalatw juz lepiej snieg, jak nie moze byc cieplo.

Nasza wycieczka zbliza sie do konca. Jutro wieczorem wsiadamy w jeden samolot, potem w drugi i w trzeci. Ale w domu tez fajnie.
Dzis dzien nam sie zaczal od godzinnego czekania na sniadanie, ale juz nauczylismy sie tu nie denerwowac, tu tak po prostu jest, ze nikt sie nie spieszy i spokoj tych ludzi dziala na wscieklych europejczykow jak balsam.
Odwiedzilismy dzis francuskie miasteczko Pondicherry. Zupelnie inaczej zaprojektowane i jeszcze nie zniszczone przez hindusow. Bylismy rowniez w Auroville, tu mozna troche o nim poczytac
Kupilismy pyszne indyjskie ciasteczka, slodkie jak ulepek, ale juz niewiele czasu nam zostalo, wiec mozemy sobie troche poszalec.
Do zobaczenia w Polsce, zyczymy slonca. Pawel i Ewa.

środa, 7 stycznia 2009

Mamallapuram


Halinko, te komary nie sa tu najgorsze, ugryzie to cos, poszczypie kilka minut i przechodzi. Bardzo dziwne komary. A dzis spalismy pod moskitiera.
Mamo! Chetnie przyjedziemy na kaczusie, odmiana sie przyda. Polskie jedzenie tez jest pyszne, a szczegolnie jesli jest tak niska temperatura. Strach mnie ogarnia, jak pomysle o tej zmianie juz niedlugo.

Wczoraj przyjechalismy z Madurai pociagiem do Mamallapuram. Pociag byl dosc mlody z 2002 roku, ale nie moglismy sie nadziwic, ze moze tak wygladac. Byla to typowo indyjska przedpotopowa sklejanka nie majaca nic wspolnego z nowoczesnym pociagiem w Polsce :) Poniewaz jechalismy w nocy, to mielismy wagon sypialny. I nawet pospalismy, bo hindusi w nocy w wagonie sypialnym poruszaja sie jak duchy, nie halasuja i nie pala swiatla.
Teraz jestesmy w malym znanym indyjskim miasteczku 50 km na poludnie od Chennai na wybrzezu zatoki Bengalskiej.

Mamallapuram jest niezwykle, szczegolnie gdy przyjedzie sie tu z dusznego i glosnego miasta. Atmosfere nadaja rybacy na plazy, porzadkujacy sieci, krowy odpoczywajace razem z cieletami, psy ganiajace za ptakami - plazowa sielanka. A na ulicach kramy z indyjskimi wyrobami, restauracje i warsztaciki przydrozne, gdzie rzemieslnicy rzezbia piekne postacie z kamienia. Wlasnie kupilismy wczoraj tanczacego Kryszne, niezwykle lekkiego (specjalnie pod turystow, bo wszyscy sie skarza, ze kamien jest ciezki). Stanie obok naszego drewnianego ganysz ( tego slonia) na kominku.
Poniewaz dzis (czego Pawel w ogole sie nie spodziewal, pada deszcz, ale jest cieplutko, dlatego mam troche wiecej czasu na pisanie. Pawel biegal dzis na plazy (robi juz chyba z 10 km) i znalazl piekna duza muszle. Kiedy szedl z nia ulica, hindusi chcieli ja kupic za 100 rupii a nawet za 200. Nawet sprawdzali czy jest w niej perla, ale nie bylo. Dzis zamierzamy zwiedzic tutejsze znane swiatynie.
Och wlasnie przed chwila padlo polaczenie i myslalam , ze stracilam wszystko co napisalam. A padlo, poniewaz nie krecil sie wentylator. Teraz juz siedzimy pod krecacym sie maksymalnie wiatrakiem, wszystko, zeby komputery mialy dobrze. W kazdym razie, nie stracilam, bo wczesniej zapisalam.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i do zobaczenia juz nie dlugo w kraju, moze uda nam sie przywiezc troche slonca:)

niedziela, 4 stycznia 2009

Madurai


Wczoraj polowalismy na slonie, caly dzien jezdzilismy jeepami lub chodzilismy tropem slonia, tym tropem byly glownie kupy sloniowe. Coraz swiezsze, ale jednak tylko kupy. Udalo nam sie jednak uslyszec slonia lamiacego i wsuwajacego bambusy po drugiej stronie jeziora.
Teraz juz Madurai i ponowna kleska - wszystkie swiatynie sa zasloniete lisciami palmowymi a jest ich chyba z 5. Remont trwa od 18-stu miesiecy. I potrwa jeszcze do kwietnia. Za to udala nam sie dzis kolacja - jedlismy rekami z lisci bananowych ktore zastepowaly talerze. Dobrze, ze dali nam wode, bo inaczej bysmy sploneli.
Jutro jeszcze krecimy sie po Madurai, wejdziemy do tych zaslonietych swiatyn a wieczorem jedziemy pociagiem na wschodnie wybrzeze do Mamallampuram. Dziewczyny z Danii wlasnie nam powiedzialy ze w Kanchipuram swiatynie rowniez sa zasloniete, dobrze porozmawiac z innymi turystami, bo przynajmniej tam nie pojedziemy.
Do uslyszenia.

piątek, 2 stycznia 2009

Jestesmy w Kumily


Dzis szczesliwie dojechalismy do rezerwatu tygrysow Peryiar. Jest ich 35 na powierzchni 770 tys. km 2. Dlatego pojdziemy do Zoo w Oliwie. Ale za to sa slonie, dzis nawet jednego karmilismy, mylismy mu uszy i nozki. Dal nam lapke. Byl bardzo grzeczny a nazywa sie Bina. Byla tak mila, ze nawet zaliczylam (oczywiscie ja Ewa) trzykrrrotny prysznic, siedzac jej na grzbiecie. Mokra bylam cala, wlacznie z wlosami, spodnica i bluzka. Dobrze, ze bylo cieplo, bo wracalismy tuk tukiem ( dla niewtajemniczonych to 3 kolowy pojazd silnikowy najpopularniejszy srodek transportu w Indiach - pelna klima )
Usilujemy nawiazac kontakty handlowe, ale jakos ceny nam nie pasuja, wiec strasznie grymasimy w kazdym sklepie i nic nie kupujemy.
Jechalismy dzis przez plantacje herbaty i kardamonu. Zbior herbaty jest reczny , 20 kilo na glowe ( doslownie )w worku ! Herbate zbieraja kobiety, przewiazane w pasie workami jutowymi.
Na obiad dzis zaliczylismy pizze po hindusku - krotka przerwa od very spicy.
Musimy juz isc spac, bo jutro mamy safari i wstajemy o 5. rano.
Dobranoc.

czwartek, 1 stycznia 2009

Munnar jeszcze.

Bardzo dziekujemy za zyczenia noworoczne. Mam nadzieje, ze wszyscy dobrze sie bawili. I strzelanie bylo bezpieczne.
My mielismy super kolacje w towarzystwie interkontynentalnym: podroznicy z Nowej Zelandii, rowerzysci z Nowego Jorku, no i oczywiscie angole, ktorych tu pelno na kazdym kroku: i tych podrozujacych samotnie i tych zorganizowanych.
Kolacja byla niezwykle uroczysta wlacznie z krabami i krewetkami, szkoda tylko ze jedyny deser to byly lody. Zaczelo sie juz o 7.30 wieczorem, wiec myslalam, ze chca nas nakarmic i sie urwac, ale okazalo sie, ze przygotowali ognisko, huczne fajerwerki i zostali z nami do konca, a nawet dluzej, bo nasze towarzystwo zaczelo sie urywac przed polnoca. Dzis pokonalismy kolejna gorke w poszukiwaniu sloni, ale znalezlismy tylko sloniowe duze kupy. Teraz juz bedziemy wypoczywac, a jutro znowu taksowka, bo sa bardzo tanie do rezerwatu przyrody Periar.
Ps. Ci ludzie tu sa po prostu niesamowici, istnieje jakas wzajemna wspolpraca pomiedzy turystami a hindusami, jakiej nie widzialam nigdzie wiecej, kieruja nami, pomagajac na kazdym kroku. A dzis to glownie zyczenia Happy New Year!

Tu bedziemy jutro, kliknij