niedziela, 28 czerwca 2009
sobota, 27 czerwca 2009
Opracowujemy RTW - część II
W części pierwszej będziemy zwiedzać rozwinięte kraje naszego globu. Teraz przyjdzie kolej na kilka biednych, ale malowniczych i przyjaznych państw Azji południowo wschodniej: Indonezja, Tajlandia i Laos. Tu zamierzamy zamienić się w prawdziwych backpackerów. Koniec z wynajmowaniem samochodów i camperów, nadejdzie pora na pociągi, autobusy, tratwy i słonie.
- Indonezja
- Tajlandia i Laos
Z Nowej Zelandii fruniemy na Bali. Tu będziemy trzy tygodnie, żadnych planów, pełna improwizacja. Może odpoczynek, a może zwiedzanie tysięcy okolicznych wysp.
Trasa
Większa mapa Po zwiedzeniu Bangkoku, pojedziemy pociągiem do Chiang Mai w górach na północnym wschodzie Tajlandii. Tutaj zwiedzimy tzw. Złoty Trójkąt: Chiang Mai, Soppong, Pai.
Przez Chiang Khong dostaniemy się do Laosu i Mekongiem spłyniemy do Luang Prabangu.
Teraz już tylko autobusem na południe do stolicy Laosu Wientianu i stamtąd z powrotem do Bangkoku. A z Bangkoku do domu.
piątek, 26 czerwca 2009
Opracowujemy RTW - część I
- Otóż z Londynu lecimy do San Francisco, skoro już tam będziemy, zamierzamy zwiedzić skrawek lądu na północ od SF.
- Z SF lecimy na Hawaje!! Zamierzamy odwiedzić Oahu, Kauai i Big Island czyli Hawaii.
- Po drodze do Nowej Zelandii, odwiedzimy Australię! Właśnie zabieram się za opracowanie trasy.To jest niezwykle przyjemna forma spędzania wolnego czasu. Czasami myślę, że może to wystarczy za wszystkie uciążliwe podróże: ciepły, przytulny kąt przy kompie, psy chrapiące obok na dywanie, piękne zdjęcia w necie.
Pierwsza część podróży po Australii dotyczy Terytorium Północnego, gdzie zamierzamy odwiedzić Kakadu NP, Nitmiluk NP i Litchfield NP czyli krokodyle, wodospady, wawozy żłobione przez rzeki, aborygeńskie petroglify, gorące źródła, termitiery, jaskinie.
Trasa w północnej Australii:
Trasa na wschodnim wybrzeżu Australii:
Większa mapa - W Nowej Zelandii mamy do przejechania odcinek pomiędzy Auckland a Christchurch. Trasa liczy 4 tysiące kilometrów. Najwyżej utkniemy gdzieś na pięknym wybrzeżu, tez będzie pięknie.Trasa w Nowej Zelandii:
Większa mapa
czwartek, 8 stycznia 2009
Żegnajcie Indie
Tato, ale my nie chcemy odwilzy! Zalatw juz lepiej snieg, jak nie moze byc cieplo.
Nasza wycieczka zbliza sie do konca. Jutro wieczorem wsiadamy w jeden samolot, potem w drugi i w trzeci. Ale w domu tez fajnie.
Dzis dzien nam sie zaczal od godzinnego czekania na sniadanie, ale juz nauczylismy sie tu nie denerwowac, tu tak po prostu jest, ze nikt sie nie spieszy i spokoj tych ludzi dziala na wscieklych europejczykow jak balsam.
Odwiedzilismy dzis francuskie miasteczko Pondicherry. Zupelnie inaczej zaprojektowane i jeszcze nie zniszczone przez hindusow. Bylismy rowniez w Auroville, tu mozna troche o nim poczytac
Kupilismy pyszne indyjskie ciasteczka, slodkie jak ulepek, ale juz niewiele czasu nam zostalo, wiec mozemy sobie troche poszalec.
Do zobaczenia w Polsce, zyczymy slonca. Pawel i Ewa.
Nasza wycieczka zbliza sie do konca. Jutro wieczorem wsiadamy w jeden samolot, potem w drugi i w trzeci. Ale w domu tez fajnie.
Dzis dzien nam sie zaczal od godzinnego czekania na sniadanie, ale juz nauczylismy sie tu nie denerwowac, tu tak po prostu jest, ze nikt sie nie spieszy i spokoj tych ludzi dziala na wscieklych europejczykow jak balsam.
Odwiedzilismy dzis francuskie miasteczko Pondicherry. Zupelnie inaczej zaprojektowane i jeszcze nie zniszczone przez hindusow. Bylismy rowniez w Auroville, tu mozna troche o nim poczytac
Kupilismy pyszne indyjskie ciasteczka, slodkie jak ulepek, ale juz niewiele czasu nam zostalo, wiec mozemy sobie troche poszalec.
Do zobaczenia w Polsce, zyczymy slonca. Pawel i Ewa.
środa, 7 stycznia 2009
Mamallapuram
Halinko, te komary nie sa tu najgorsze, ugryzie to cos, poszczypie kilka minut i przechodzi. Bardzo dziwne komary. A dzis spalismy pod moskitiera.
Mamo! Chetnie przyjedziemy na kaczusie, odmiana sie przyda. Polskie jedzenie tez jest pyszne, a szczegolnie jesli jest tak niska temperatura. Strach mnie ogarnia, jak pomysle o tej zmianie juz niedlugo.
Wczoraj przyjechalismy z Madurai pociagiem do Mamallapuram. Pociag byl dosc mlody z 2002 roku, ale nie moglismy sie nadziwic, ze moze tak wygladac. Byla to typowo indyjska przedpotopowa sklejanka nie majaca nic wspolnego z nowoczesnym pociagiem w Polsce :) Poniewaz jechalismy w nocy, to mielismy wagon sypialny. I nawet pospalismy, bo hindusi w nocy w wagonie sypialnym poruszaja sie jak duchy, nie halasuja i nie pala swiatla.
Teraz jestesmy w malym znanym indyjskim miasteczku 50 km na poludnie od Chennai na wybrzezu zatoki Bengalskiej.
Mamallapuram jest niezwykle, szczegolnie gdy przyjedzie sie tu z dusznego i glosnego miasta. Atmosfere nadaja rybacy na plazy, porzadkujacy sieci, krowy odpoczywajace razem z cieletami, psy ganiajace za ptakami - plazowa sielanka. A na ulicach kramy z indyjskimi wyrobami, restauracje i warsztaciki przydrozne, gdzie rzemieslnicy rzezbia piekne postacie z kamienia. Wlasnie kupilismy wczoraj tanczacego Kryszne, niezwykle lekkiego (specjalnie pod turystow, bo wszyscy sie skarza, ze kamien jest ciezki). Stanie obok naszego drewnianego ganysz ( tego slonia) na kominku.
Poniewaz dzis (czego Pawel w ogole sie nie spodziewal, pada deszcz, ale jest cieplutko, dlatego mam troche wiecej czasu na pisanie. Pawel biegal dzis na plazy (robi juz chyba z 10 km) i znalazl piekna duza muszle. Kiedy szedl z nia ulica, hindusi chcieli ja kupic za 100 rupii a nawet za 200. Nawet sprawdzali czy jest w niej perla, ale nie bylo. Dzis zamierzamy zwiedzic tutejsze znane swiatynie.
Och wlasnie przed chwila padlo polaczenie i myslalam , ze stracilam wszystko co napisalam. A padlo, poniewaz nie krecil sie wentylator. Teraz juz siedzimy pod krecacym sie maksymalnie wiatrakiem, wszystko, zeby komputery mialy dobrze. W kazdym razie, nie stracilam, bo wczesniej zapisalam.
Pozdrawiamy wszystkich serdecznie i do zobaczenia juz nie dlugo w kraju, moze uda nam sie przywiezc troche slonca:)
niedziela, 4 stycznia 2009
Madurai
Wczoraj polowalismy na slonie, caly dzien jezdzilismy jeepami lub chodzilismy tropem slonia, tym tropem byly glownie kupy sloniowe. Coraz swiezsze, ale jednak tylko kupy. Udalo nam sie jednak uslyszec slonia lamiacego i wsuwajacego bambusy po drugiej stronie jeziora.
Teraz juz Madurai i ponowna kleska - wszystkie swiatynie sa zasloniete lisciami palmowymi a jest ich chyba z 5. Remont trwa od 18-stu miesiecy. I potrwa jeszcze do kwietnia. Za to udala nam sie dzis kolacja - jedlismy rekami z lisci bananowych ktore zastepowaly talerze. Dobrze, ze dali nam wode, bo inaczej bysmy sploneli.
Jutro jeszcze krecimy sie po Madurai, wejdziemy do tych zaslonietych swiatyn a wieczorem jedziemy pociagiem na wschodnie wybrzeze do Mamallampuram. Dziewczyny z Danii wlasnie nam powiedzialy ze w Kanchipuram swiatynie rowniez sa zasloniete, dobrze porozmawiac z innymi turystami, bo przynajmniej tam nie pojedziemy.
Do uslyszenia.
piątek, 2 stycznia 2009
Jestesmy w Kumily
Dzis szczesliwie dojechalismy do rezerwatu tygrysow Peryiar. Jest ich 35 na powierzchni 770 tys. km 2. Dlatego pojdziemy do Zoo w Oliwie. Ale za to sa slonie, dzis nawet jednego karmilismy, mylismy mu uszy i nozki. Dal nam lapke. Byl bardzo grzeczny a nazywa sie Bina. Byla tak mila, ze nawet zaliczylam (oczywiscie ja Ewa) trzykrrrotny prysznic, siedzac jej na grzbiecie. Mokra bylam cala, wlacznie z wlosami, spodnica i bluzka. Dobrze, ze bylo cieplo, bo wracalismy tuk tukiem ( dla niewtajemniczonych to 3 kolowy pojazd silnikowy najpopularniejszy srodek transportu w Indiach - pelna klima )
Usilujemy nawiazac kontakty handlowe, ale jakos ceny nam nie pasuja, wiec strasznie grymasimy w kazdym sklepie i nic nie kupujemy.
Jechalismy dzis przez plantacje herbaty i kardamonu. Zbior herbaty jest reczny , 20 kilo na glowe ( doslownie )w worku ! Herbate zbieraja kobiety, przewiazane w pasie workami jutowymi.
Na obiad dzis zaliczylismy pizze po hindusku - krotka przerwa od very spicy.
Musimy juz isc spac, bo jutro mamy safari i wstajemy o 5. rano.
Dobranoc.
czwartek, 1 stycznia 2009
Munnar jeszcze.
Bardzo dziekujemy za zyczenia noworoczne. Mam nadzieje, ze wszyscy dobrze sie bawili. I strzelanie bylo bezpieczne.
My mielismy super kolacje w towarzystwie interkontynentalnym: podroznicy z Nowej Zelandii, rowerzysci z Nowego Jorku, no i oczywiscie angole, ktorych tu pelno na kazdym kroku: i tych podrozujacych samotnie i tych zorganizowanych.
Kolacja byla niezwykle uroczysta wlacznie z krabami i krewetkami, szkoda tylko ze jedyny deser to byly lody. Zaczelo sie juz o 7.30 wieczorem, wiec myslalam, ze chca nas nakarmic i sie urwac, ale okazalo sie, ze przygotowali ognisko, huczne fajerwerki i zostali z nami do konca, a nawet dluzej, bo nasze towarzystwo zaczelo sie urywac przed polnoca. Dzis pokonalismy kolejna gorke w poszukiwaniu sloni, ale znalezlismy tylko sloniowe duze kupy. Teraz juz bedziemy wypoczywac, a jutro znowu taksowka, bo sa bardzo tanie do rezerwatu przyrody Periar.
Ps. Ci ludzie tu sa po prostu niesamowici, istnieje jakas wzajemna wspolpraca pomiedzy turystami a hindusami, jakiej nie widzialam nigdzie wiecej, kieruja nami, pomagajac na kazdym kroku. A dzis to glownie zyczenia Happy New Year!
Tu bedziemy jutro, kliknij
My mielismy super kolacje w towarzystwie interkontynentalnym: podroznicy z Nowej Zelandii, rowerzysci z Nowego Jorku, no i oczywiscie angole, ktorych tu pelno na kazdym kroku: i tych podrozujacych samotnie i tych zorganizowanych.
Kolacja byla niezwykle uroczysta wlacznie z krabami i krewetkami, szkoda tylko ze jedyny deser to byly lody. Zaczelo sie juz o 7.30 wieczorem, wiec myslalam, ze chca nas nakarmic i sie urwac, ale okazalo sie, ze przygotowali ognisko, huczne fajerwerki i zostali z nami do konca, a nawet dluzej, bo nasze towarzystwo zaczelo sie urywac przed polnoca. Dzis pokonalismy kolejna gorke w poszukiwaniu sloni, ale znalezlismy tylko sloniowe duze kupy. Teraz juz bedziemy wypoczywac, a jutro znowu taksowka, bo sa bardzo tanie do rezerwatu przyrody Periar.
Ps. Ci ludzie tu sa po prostu niesamowici, istnieje jakas wzajemna wspolpraca pomiedzy turystami a hindusami, jakiej nie widzialam nigdzie wiecej, kieruja nami, pomagajac na kazdym kroku. A dzis to glownie zyczenia Happy New Year!
Tu bedziemy jutro, kliknij
wtorek, 30 grudnia 2008
Munnar
Czesc to znowu ja wasz redaktor dyzurny pogryziony przez komary. Jestesmy w Munnar, to jest jakies 1600 mnp, piekna dolina pelna .. herbaty. Teraz juz wiemy co pijemy ! Ale od poczatku, po buzliwej nocy ( nie brac pokoju bez sufitu nigdy wiecej !!!!) prywatna taryfa dojechalismy do Munnar, miejscowosci w gorach gdzie ludzie zyja z herbaty ( oczywiscie przywiezionej przez Brytoli ). Mamy super apartament z widokiem na doline herbaciana, odbylismy juz pierwszy spacer po plantacji, wiemy juz prawie wszystko o uprawie, potem popatrzylismy jak rosnie kawa i jakies inne zielska ( wszystko jak chwasty ) i Ewa przeszla szybki kurs gotowania lokalnych potraw ( zapraszamy po powrocie ). Kuchnia byla bez wentylacji i po kolejnej porcji przypraw przypalanych w czyms co przypominalo garnek nad ogniskiem wszyscy uczestnicy prawie wyszli bo gadla odmowily posluszenstwa ale ogolnie fajnie. potem byla kolacja i chyba jutro bede musial dolozyc ze 2 kilometry do moich porannych zajec joggingowych bo bylo super extra, zamowilismy lokalne wino ( calkiem, calkiem ) tym razem bez gazety i nie musielismy trzymac pod stolem bo tu juz wrony zawracaja...
Jurto idziemy w gory , pozdrawiamy
Jurto idziemy w gory , pozdrawiamy
poniedziałek, 29 grudnia 2008
Cochi
Dzis ja pisze wreszcie sie dorwalem. Pisze z Fortu Kochi jak nie wiecie gdzie to jest to jakies 2 godziny drogi do gory mapy ( autobusem ). Pisanie bedzie ciezkie bo klawiatura jakas nie fajna no ale do rzeczy. Autobus - a wlasciwie cos co jedzie z duza iloscia ludzi i trabi. Porady praktyczne na przyszlosc: nie siadac za kierowca bo glosno od silnika i trabienia, siadac tylko z lewej strony ale i tak zamknac oczy w czasie jazdy bo strach patrzec, okien nie ma wiec bilet na autobus z klima nie ma sensu. Uzbroic sie w cierpliwosc i kalkulowac jakies 30km do przejechania w godzine.
Fort Kochi - taki Sopot tylko nie do konca, mieszanina roznych styli bo byli tu Portugalczycy, Holendrzy i Brytole a na dodatek jest najstarsza Synagoga ( fajna ) w Indiach. Kilka sklepow ze starociami - jeden oferuje lodz wikingow ( chyba ma ze 20mb ) drugi slonia z drewna prawie naturalnej wielkosci, mozna kupic wszystko. jako ze dzis oszczedzamy na hotelu ( pokoj bez sufitu ) to jutro jedziemy taryfa do Munnaru. Koncze bo komary gryza po nogach.
To ja Pawel.
Fort Kochi - taki Sopot tylko nie do konca, mieszanina roznych styli bo byli tu Portugalczycy, Holendrzy i Brytole a na dodatek jest najstarsza Synagoga ( fajna ) w Indiach. Kilka sklepow ze starociami - jeden oferuje lodz wikingow ( chyba ma ze 20mb ) drugi slonia z drewna prawie naturalnej wielkosci, mozna kupic wszystko. jako ze dzis oszczedzamy na hotelu ( pokoj bez sufitu ) to jutro jedziemy taryfa do Munnaru. Koncze bo komary gryza po nogach.
To ja Pawel.
niedziela, 28 grudnia 2008
Backwaters
Noc była ciężka. Iguana biegała po tarasie i hałasowała. Koguty piały o 4 nad ranem, świerszcze cykały cały czas. A lizzardy biegały po suficie i łapały komary, obiecano nam, że nie spadają w nocy z sufitu na głowę.
Backwaters to kraina wiecznej szczęśliwości i uśmiechu. Płynęliśmy canoe po kanałach rzecznych wysadzanych palmami i drzewami mango, Na brzegach domki, przy każdym domku schodki do wody a na nich kąpiące się dzieci, piorące kobitki. Główne pytanie w naszą stronę jak się nazywasz. My również zaczęliśmy pytać o ich imiona i w ten sposob nawiązała się świetna zabawa, bo oni mają ładne imiona: Chaco, Sawrija, więcej nie pamiętam. A wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha, nie wiadomo dlaczego, bo przecież bieda straszna.
Mieszkamy u przemiłego hindusa i jego rodziny, wszyscy angole wyjeżdżają stąd ze łzami w oczach. My również jutro rano wsiadamy w rykszę i jedziemy na autobus do Kochi. A dziś płynęliśmy promem do Allepey za 7 rupii czyli za 30 gr. Znowu piękna plaża. Spotkaliśmy krakowiaka, pracującego tu. Rodak na obczyźnie to skarb, dlatego zjedliśmy razem lunch. Powrót do naszego raju znowu promem trwał trzy godziny, a że wieczorem - to ciemno i robactwo chciało nas zjeść a szczególnie Pawla. Zakutaliśmy się w ręczniki jak w sari i udało się przeżyć. Do usłyszenia bo już mam dość tego iphona.
piątek, 26 grudnia 2008
Busz
Hej, hej,
Przezylismy pociag, jechalismy nawet luksusowo - 4 osoby w przedziale. Karaluszki byly.
Teraz jestesmy w Kumarakom, niedaleko Kottayam w absolutnym buszu. Backwaters czyli kanaly rzeczne, a pomiedzy nimi przestrzen na domki, tropikalne rosliny. Mieszkamy w tzw homestay razem z iguanami, wezami, komarami i innym paskudztwem. Mieszkaja z nami ludzie z Hiszpanii, Anglii. Teraz jest swiateczna imprezka u gospodarza. Kurczak w indyjskich przyprawach, ziemniaczki, tutejsze slodkosci. Jutro wybieramy sie na przejazdzke canoe po kanalach, bedziemy obserwowac zycie mieszkancow: Poranne mycie, kapanie, pranie itp. O wlasnie jaszczurka przebiegla po scianie :), stanela, wyglada jak przyklejona do sciany zabawka. A my tu wszyscy na bosaka.
A po plywaniu - hamaczek i obserwacja dzikich ptakow (rowniez wszedobylskich gawronow) na polu ryzowym. Calkiem niezle, bo wokol tylko natura.
Siedze sobie teraz w pokoju corki gospodarza i komputer z netem jest.
Ludzie sa tu niezwykle sympatyczni, ogladaja nas jak malpy w zoo, podobnie z reszta jak my ich. Ciagle sie usmiechaja, szczerzac te swoje biale zeby. Dzieci skacza z radochy i biegaja wokol nas, sa biedni, ale bardzo pogodni.
Pozdrawiamy wszystkich i zyczymy pogody rowniez ducha, o holender zaraz mi ta jaszczurka wlezie na noge, pa!
Przezylismy pociag, jechalismy nawet luksusowo - 4 osoby w przedziale. Karaluszki byly.
Teraz jestesmy w Kumarakom, niedaleko Kottayam w absolutnym buszu. Backwaters czyli kanaly rzeczne, a pomiedzy nimi przestrzen na domki, tropikalne rosliny. Mieszkamy w tzw homestay razem z iguanami, wezami, komarami i innym paskudztwem. Mieszkaja z nami ludzie z Hiszpanii, Anglii. Teraz jest swiateczna imprezka u gospodarza. Kurczak w indyjskich przyprawach, ziemniaczki, tutejsze slodkosci. Jutro wybieramy sie na przejazdzke canoe po kanalach, bedziemy obserwowac zycie mieszkancow: Poranne mycie, kapanie, pranie itp. O wlasnie jaszczurka przebiegla po scianie :), stanela, wyglada jak przyklejona do sciany zabawka. A my tu wszyscy na bosaka.
A po plywaniu - hamaczek i obserwacja dzikich ptakow (rowniez wszedobylskich gawronow) na polu ryzowym. Calkiem niezle, bo wokol tylko natura.
Siedze sobie teraz w pokoju corki gospodarza i komputer z netem jest.
Ludzie sa tu niezwykle sympatyczni, ogladaja nas jak malpy w zoo, podobnie z reszta jak my ich. Ciagle sie usmiechaja, szczerzac te swoje biale zeby. Dzieci skacza z radochy i biegaja wokol nas, sa biedni, ale bardzo pogodni.
Pozdrawiamy wszystkich i zyczymy pogody rowniez ducha, o holender zaraz mi ta jaszczurka wlezie na noge, pa!
środa, 24 grudnia 2008
Wigilia w Indiach
Dzis zdalismy egzamin na indyjskie prawo jazdy, 60 km jechalismy na skuterze pol dnia do palacu krolow i drugie pol dnia zesmy wracali. Przez wioski, miasta, mosty i rzeki. Nikt tu nie przestrzega zadnych przepisow, to my tez nie. Na koniec juz nawet bylismy na przedzie wycieczki wielu skuterow i hindusi jechali za nami i nie mogli uwierzyc, ze tak nam dobrze idzie. Wiemy dlaczego sa czarni jak murzyni, my jak wrocilismy to wygladalismy jak gornicy polscy, a po nich kurzu nie widac. Widzielismy kapanie slonia i obcinanie pazurkow. Slonie sa cudne i wszystko rozumieja: daj tylna prawa lape, daj przednia lewa, podrap sie w ucho. Kolacja przepyszna: krewetki w bananowym lisciu, swieza ryba krolewska w sosie kadai, a na zakonczenie pudding kardamonowy czyli sledz z cebula, ryba po grecku i pascha. Zamiast oplatka polecamy lekki i delikatny chlebek naan. Idziemy sie nacierac olejkami antystresowymi. Wesolych swiat, pieknych prezentow, do nastepnego razu, dobranoc. Oni tez tu sobie skladaja zyczenia: Merry Christmas.
poniedziałek, 22 grudnia 2008
Juz Kovallam
Nie tak bardzo juz, mielismy wyleciec wczoraj z Delhi o 9 rano, a udalo sie dopiero o 8 wieczorem. Wczoraj mialam ochote ich wszystkich zabic na tym lotnisku. Nie polecamy Air India!
Jestesmy na samym poludniu, juz dalej tylko ocean. Na lotnisku maja bardzo wygodna usluge tzw "prepaid taxi", Mozna bezpiecznie wziac taksowke za normalna cene.
Kafejka internetowa na koncu swiata to jest to! I nawet szybko dziala ten internet.
Dzis mamy pierwszy dzien z potezna dawka slonca i ciepla. Troche mi sie od tego kreci w glowie. Niestety nia ma po rowno!
Mamy calkiem przyjemny pokoj nad morzem, wioska bardzo kolorowa, nienapuszona, male domeczki, kolorowe lodeczki, mnostwo sklepikow, kramow, restauracji, piekna plaza, palmy kokosowe. Czujemy sie jak kolorowe rybki do zlapania przez tutejszych hindusow: moze ryksza, taxi, bizuteria, ciuchy, wycieczka. Ciagle later, later... Ale trzeba sie do tego przyzwyczaic. Mamy juz skuter, wiec niezaleznosc potrzebna do przemieszczania sie. Wieczorem ruszamy do Thiruvanthapuram. Niezla nazwa co?
Wcale nie ma tu duzo ludzi, najwiecej angoli. Podobno ten atak w Bombaju troche wyploszyl turystow.
Zostajemy tu do piatku. A w piatek pociagiem jedziemy dalej.
Na razie pozdrawiam wszystkich i zycze slonca, moge troche odstapic, ale nie za duzo :)
Tu mozna zobaczyc gdzie jestesmy
Kliknij tu
Mapke mozna pomniejszyc, gorny lewy naroznik mapy: granatowy krzyz, pionowa kreska z plusem u gory i minusem na dole, trzeba kliknac blizej minusa, mozna klikac wielokrotnie, mamo sprobuj :)
Pa, pa, E i P.
Jestesmy na samym poludniu, juz dalej tylko ocean. Na lotnisku maja bardzo wygodna usluge tzw "prepaid taxi", Mozna bezpiecznie wziac taksowke za normalna cene.
Kafejka internetowa na koncu swiata to jest to! I nawet szybko dziala ten internet.
Dzis mamy pierwszy dzien z potezna dawka slonca i ciepla. Troche mi sie od tego kreci w glowie. Niestety nia ma po rowno!
Mamy calkiem przyjemny pokoj nad morzem, wioska bardzo kolorowa, nienapuszona, male domeczki, kolorowe lodeczki, mnostwo sklepikow, kramow, restauracji, piekna plaza, palmy kokosowe. Czujemy sie jak kolorowe rybki do zlapania przez tutejszych hindusow: moze ryksza, taxi, bizuteria, ciuchy, wycieczka. Ciagle later, later... Ale trzeba sie do tego przyzwyczaic. Mamy juz skuter, wiec niezaleznosc potrzebna do przemieszczania sie. Wieczorem ruszamy do Thiruvanthapuram. Niezla nazwa co?
Wcale nie ma tu duzo ludzi, najwiecej angoli. Podobno ten atak w Bombaju troche wyploszyl turystow.
Zostajemy tu do piatku. A w piatek pociagiem jedziemy dalej.
Na razie pozdrawiam wszystkich i zycze slonca, moge troche odstapic, ale nie za duzo :)
Tu mozna zobaczyc gdzie jestesmy
Kliknij tu
Mapke mozna pomniejszyc, gorny lewy naroznik mapy: granatowy krzyz, pionowa kreska z plusem u gory i minusem na dole, trzeba kliknac blizej minusa, mozna klikac wielokrotnie, mamo sprobuj :)
Pa, pa, E i P.
sobota, 20 grudnia 2008
Delhi.
Smog, chmury, brak slonca. Ale 20 stopni. Mielismy farta I dostalismy biznes. A to co najwazniejsze w biznesie to wygodny fotel, ktory mozna rozlozyc. Spotkanie ze znajomymi, szybki objazd starego Delhi ze wzgledu na mozliwosc ataku terrorystycznego I smaczne chinskie jedzenie, az wstyd bo przeciez to Indie. Tu rowniez mozna zobaczyc ustrojona choinke I kupic czapke mikolaia. Jutro lecimy do Trivandrum na samym poludniu, 4 godziny lotu z przerwa na Mumbai. W Trivandrum juz 30 stopni. U was teraz godzina piata ale my idziemy juz spac. Dobranoc.
wtorek, 16 grudnia 2008
Jeszcze jesteśmy w domu
Cześć!
Tu postaram się napisać coś ciekawego o naszej wycieczce. Ale to jest pierwsza próba, więc proszę o wyrozumiałość. Nie wiem też jak będzie z dostępem do netu gdzieś w dżungli.
Dostęp do bloga mają tylko wybrane osoby. Proszę, żebyście czasami dodali jakiś komentarz. Jakby ktoś jeszcze chciał poczytać to proszę o wiadomość, wyślę zaproszenie :)
A więc (nie zaczynaj zdania od więc) w piątek wyruszamy do Indii na 3 tygodnie. Jedziemy na południe, tam nie ma zamachów terrorystycznych. Będziemy przemieszczać się z Trivandrum na samym południu do Chennai trochę na północ nad zatoką Bengalską na wschodnim wybrzeżu. W południowych Indiach mieszka wielu chrześcijan, którzy również świętują dzień 25 grudnia jako Boże Narodzenie.
Wylatujemy w piątek 19 grudnia z Gdańska przez Monachium do Delhi.
Do usłyszenia już niedługo!
Tu postaram się napisać coś ciekawego o naszej wycieczce. Ale to jest pierwsza próba, więc proszę o wyrozumiałość. Nie wiem też jak będzie z dostępem do netu gdzieś w dżungli.
Dostęp do bloga mają tylko wybrane osoby. Proszę, żebyście czasami dodali jakiś komentarz. Jakby ktoś jeszcze chciał poczytać to proszę o wiadomość, wyślę zaproszenie :)
A więc (nie zaczynaj zdania od więc) w piątek wyruszamy do Indii na 3 tygodnie. Jedziemy na południe, tam nie ma zamachów terrorystycznych. Będziemy przemieszczać się z Trivandrum na samym południu do Chennai trochę na północ nad zatoką Bengalską na wschodnim wybrzeżu. W południowych Indiach mieszka wielu chrześcijan, którzy również świętują dzień 25 grudnia jako Boże Narodzenie.
Wylatujemy w piątek 19 grudnia z Gdańska przez Monachium do Delhi.
Do usłyszenia już niedługo!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
