piątek, 20 lutego 2015
środa, 18 lutego 2015
Chile Chico and Lago General Carrera
I hope, all our readers understand Polish now, so our english posts are not needed anymore. However, if you still have a problem with Polish, the last one was about probably the most beautiful mountain worldwide called Fitz Roy. It is really amazing place
We moved a few hundred km north last few days and hoped to get ferry through a biggest lake in Chile called General Carrera. Unfortunately ( or fortunately ) they didn't have room for our motorhome in next few days so we have been forced to drive around the lake. It is just 400km extra drive on gravel, but ... just have a look:
Time has stopped here. We are not looking for even more challenges, but you can believe or not it is the only road going from the Argentinian border to the north Chile. We are not in hurry so it will take a few days to reach ,civilisation' again.
Today is day off so we do shopping ( visited all shops and spent 5$ in total ) in the small town called Puerto Guadal. I almost paid penalty as I parked on the wrong site of the street and as it was the only car in the village ...
niedziela, 15 lutego 2015
Podobno najpiękniejsza góra świata
El Chalten. Małe górskie miasteczko u podnóża masywu Fitz Roy. Mamy dziś dużego farta do pogody. Podobno tej górki to prawie nigdy nie widać bo zawsze jest w chmurach, Ewa wyczytała, że indianie nazywali tę górę wulkanem bo uważali, że chmury to dym, wydobywający się z krateru. A tu proszę widok ze ... 150km po drodze z El Calafate:
Tu już trochę bliżej jakieś 40 km przed masywem:
El Mirrador para Tìo Pedro. Serro Torre:
Wydaje się, że to zwykła górka, ale ... to miasteczko u podnóża po prawej - El Chalten, jest na wysokości 300 mnpm, a ta góra nad nim - Sir Fitz Roy ma 3400m ! Wygląda to niesamowicie.
Dziś obozujemy na kempingu Bonanza nad rzeczką razem z 4 psami, 2 baranami, kilkoma końmi, kotem i krążącymi nad nami kondorami. Psy znalazły skarpetkę i zrobiły z niej podkolanówkę :) Jest cool, czego i czytelnikom zespół redakcyjny życzy jako, że dziś czasowo mija połowa naszej wyprawy. Jak do tej pory przejechaliśmy i zrelacjonwaliśmy ponad 6000 km przez tereny jeszcze nie popsute przez cywilizację.
czwartek, 12 lutego 2015
Los Glaciares NP
Dużo już widzieliśmy na świecie, ale takich lodowców jeszcze nie. Tu można sobie wyobrazić jak wyglądała epoka lodowcowa, ale właściwie należałoby popłynąć do Arktyki. Chociaż tu jest na pewno więcej kolorów, dochodzą różne odcienie zieleni, brązu i błękitu.
środa, 11 lutego 2015
Torres del Paine
Ten park jest odlotowy. Z Ushuaia przez Rio Grande, Cerro Sombrero (tu spaliśmy koło kina na placu centralnym miasta ), promem z Punta Espora do Punta Delgada, przez Puerto Natales gdzie na kempingu o powierzchni 40 m2 zaparkowały 4 kampery, bo to jedyny camping w mieście, dotarliśmy do miejsca, które jest dla nas number one. Siedzimy tutaj, jeździmy, chodzimy na wycieczki, oglądamy, z każdej strony te górki, szmaragdowe i lazurowe ( tak, to są dwa różne kolory) jeziora, laguny i nie możemy się nadziwić. Po południu chmury, deszcz, wieczorem chmurki i wiatr, rano bajka ( to nie jest Photoshop )
To ta bajka.
I dziś to samo. Do wiatru już przywykliśmy,
Na wieczór planujemy Bee Geesów, wino chilijskie ze szczepu carmenere, stek argentyński i krem brüle.
Poznajemy ciekawych ludzi. Właśnie rozmawialiśmy z francuskimi podróżnikami, będącymi od 40 lat w trasie swoim mercedesem kamperem. Afryka, Australia, Ameryka Południowa w ich kieszeni. Auto zostawiają na francuskie wakacje w Buenos Aires, i wracają, aby przejechać kolejny odcinek Ameryki. Nawet zaprosili nas na zwiedzanie kampera, zapamiętaliśmy kilka patentów, np jak z kuchni zrobić łazienkę. Jeszcze kilka dni tu posiedzimy.
niedziela, 8 lutego 2015
THE Wind
Some of you may recall levels of temperature in Australia (hot, very hot and f...hot ) . I believe we may create the similar wind scale here in Patagonia. The only difference is that the 3rd level is permanent... If you would like to get some of our driving experience at home please try the following:
- take two pieces of plywood 2x3m and 3x7m
- mount it vertically to your car ( smaller at the front, bigger at the right side )
- wait for the 50-70km wind
- find the gravel road
- drive ( you may ask friendly truck owner to drive in front of you )
- I wish you good luck and a lot of fun .
I don't need to add that whatever direction you decide the Murrphy's rule works and you will have only head or side wind never on you back ! It is more about sailing than driving in Patagania .
You may also find different difficulties on the road:
Anyway we have reached our final south destination in Argentina city called Ushaya ( close to Cape Horn :) ) . Unbelievable place, with blue water, high mountains, white glaciers and the first green trees we could see in last 10 days.
Food - it is a beef country for sure, in a city located at the fiord they have only one fish shop open from 9;30-12.00 and 17;00-19;00 . At the same time it is the richest place in Argentina in terms of fish spices. Restaurants - we do not recommend at all, food for tourists, not great and very expensive ( glass of fresh orange juice - 10$ ), but you can buy all components and cook yourself - what we do !
On our way to Torres del Pine ( Glaciers Kingdom ) where we plan to stay for a couple of days.
It is my lucky day today as they had diesel at the petrol station, no need to sleep here and wait for delivery.
but they didn't have too much space at the camping at Puerto Natales ...
czwartek, 5 lutego 2015
Al fin del mundo
Z przygodami na granicach dotarliśmy do argentyńskiego miasta Ushuaia. Na granicy argentyńsko chilijskiej okazało sie, że w Argentynie byliśmy nielegalnie. Nie wstawili nam pieczątek w paszportach. Trzy godziny nas przetrzymali, pobrali karę 300 pesos od osoby, powstawiali odpowiednie pieczątki i wpuścili do Chile. Następna granica chilijsko argentyńska miała być za kilkadziesiąt kilometrów. Przejechaliśmy koło informacji turystycznej bez specjalnego zainteresowania, a po następnych 5 kilometrach okazało się, że już jesteśmy w Argentynie, piękne powitanie: Bienvienidos en Argentina trochę nas obudziło. Tym razem nie zostaliśmy wyrejestrowani z Chile, ani zarejestrowani w Argentynie. Zawracaliśmy w tempie przyspieszonym do tej informacji turystycznej, no bo to właśnie była granica. Na szczęście nikt nie zwrócił na nas specjalnej uwagi ( jak to na granicach bywa :) Grzecznie jak aniołki odbyliśmy wszystkie procedury i mamy nadzieję, że w tej chwili jesteśmy w Argentynie legalnie.
Ushuaia to punkt najbardziej dla nas wysunięty na południe Ameryki i podobno świata też. Dalej nie jedziemy. Ziemia Ognista jest urzekająca i warto się tu telepać przez ponad 3000 kilometrów. Znaleźliśmy cukiernię z pysznymi ciastkami. Ale w restauracji oczywiście jak zawsze zachęcają do steku z jajem sadzonym na wierzchu i z frytkami. Kurczaka najchętniej podają w postaci smażonej piersi na patelni (pollo a la plancha) też z frytkami. Należy sobie wszystko przyprawić samemu, bo nawet nie solą za bardzo. Ale ciastka mają smaczne, szczególnie te z dodatkiem dulce de leche czyli tego kremu, który u nas dodaje się do andrutów.
W parku Monte Leon
Ushuaia to punkt najbardziej dla nas wysunięty na południe Ameryki i podobno świata też. Dalej nie jedziemy. Ziemia Ognista jest urzekająca i warto się tu telepać przez ponad 3000 kilometrów. Znaleźliśmy cukiernię z pysznymi ciastkami. Ale w restauracji oczywiście jak zawsze zachęcają do steku z jajem sadzonym na wierzchu i z frytkami. Kurczaka najchętniej podają w postaci smażonej piersi na patelni (pollo a la plancha) też z frytkami. Należy sobie wszystko przyprawić samemu, bo nawet nie solą za bardzo. Ale ciastka mają smaczne, szczególnie te z dodatkiem dulce de leche czyli tego kremu, który u nas dodaje się do andrutów.
Słowo o psach
Ameryka Południowa to według nas kontynent na którym psy są bardzo szczęśliwymi stworzeniami. Wałęsa się ich po ulicach dużo. Są wielkie, zadbane, puszyste i przyjazne. Prawdziwe górskie psy, wszystkie wyglądają na rasowe. Zajmują najlepszy kawałek chodnika przed wejściem do sklepu, wyprowadzają turystów na wycieczki w góry, pozwalają się przez chwilę pogłaskać, ale nie za długo, zjedzą wszystko, co zostanie na talerzu. Każdy z nich nadaje się do adopcji.
sobota, 31 stycznia 2015
Pora na południowo wschodnią Argentynę
Z El Bolson przez Sarmiento przemknęliśmy na południowy wschód Argentyny nad Atlantyk.
Droga z Sarmiento na wschód Argentyny
Jeszcze widać Andy
Po trzech dniach nad oceanem znowu tęsknimy za lasem, bo drzew tu brak. Step patagoński króluje na przestrzeni kilkuset kilometrów, wiatr dmie albo gorący znad lądu, albo zimny znad morza. Pojawiają się sympatyczne guanaco, barany, dzikie konie albo strusie. Okolica bardzo nieprzyjazna, miasteczka biedne i zaniedbane, pomimo, że wydobywa się tu ropę naftową. Popijamy argentyńskie winko w parku narodowym Monte Leon. I zastanawiamy sie jak dotrzeć do Tierra del Fuego. Obok nas stoją wypasione terenowe kampery niemieckie i francuskie. Chciałoby się zajrzeć do środka. Z internetem i zasięgiem kiepsko. Ale za to dzikiej przyrody mamy pod dostatkiem. Pozdrawiamy z pongwiniarni:)
piątek, 30 stycznia 2015
Hola Damas y Caballeros
As you can see my Spanish improved significantly since I landed here ( in fact I am sitting in front of the toilets just now .. ) anyway we are in Argentina now. It is all about fantastic scenery, wind and dust. I am really not surprised that the Paris-Dakar race has moved from Africa here. Only the interstate roads are partially asphalted, the rest of roads are gravel ones so ... dust, dust and dust everywhere. We are doing quite well as our 4x4.car is well prepared so we can ignore such road
information:
information:
We have spent a few fantastic days in the Lake District of Patagonia, stayed at the well prepared campsites like El Polaco in El Bolson below .
Optionally we could stay at the Hostel ( zoom the bus name ) but ... Ewa somehow disagreed
Today we have reached the sea side of Argentina, parked car at the beach, wait for end of Patagonian wind which is like a 'fresh and hot' air from the opened oven so even dogs gave up at the petrol station. Best for all readers.
wtorek, 27 stycznia 2015
Kraina wielkich jezior
Jedziemy sobie przez dość urokliwy fragment Argentyny i jakoś więcej niż 100 kilometrów dziennie przejechać nie możemy. Droga jest raz asfaltowa, a raz szutrowa. Jest weekend, w tym turystycznym kawałku dużo samochodów, a także rowerzystów, a kurz taki na szutrze, że jedzie się jak we mgle. Tak wygląda jazda po legendarnej ruta 40. Za to jak my teraz kochamy asfalt. Asfalt to bajka, i krajobrazy piękne, i pył nie wchodzi do nosa i jazda cicha i płynna. Chętnych do przemierzenia Argentyny na rowerach ostrzegamy, że po szutrze jedzie się obrzydliwie i można się nabawić choroby płuc, choć rzeczywiście można zostać bohaterem. dość sporo tu takich śmiałków, nadziwić się nie możemy.
Ponadto sceneria jest więcej niż alpejska, bo oprócz wysokich szczytów, są tu olbrzymie, dzikie jeziora długie na kilkadziesiąt kilometrów, jedziemy obecnie z San Martin de los Andes w kierunku San Carlos de Bariloche. Świeże powietrze nas tu wykańcza. Apetyty mamy na jedzenie i na spanie. Wszystko nam tu smakuje, a najbardziej to, co przyrządzimy sobie w kamperze. Jutro na śniadanie zaplanowaliśmy grzanki Kubusia Puchatka z boczkiem. Do lunchu popijamy niezłe piwo argentyńskie, do obiadu pyszne wino ( obecnie zrezygnowaliśmy z chilijskiego na korzyść argentyńskiego), a do lekkiej kolacji Whisky na miodzie albo bez, ale niestety bez lodu. Staramy się kłaść do łóżka wcześnie, żeby przed dziewiątą wstać, no bo na południowy przylądek Ameryki trzeba kiedyś dotrzeć. Generalnie Chile jak i Argentyna nam sie podoba głownie ze względu na niesamowite dziewicze krajobrazy, żadnego przemysłu, potężnych miast, tak ma być.
Czekoladki u mamusi w San Martin de los Andes
Lago Lacar, nad którym leży San Martin de los Andes
piątek, 23 stycznia 2015
Saludo desde Argentina!
Termas de Menetue w Chile rozleniwiły nas i rozluźniły. A także miło pożegnały na krótki czas.
Przez Andy dotarliśmy do Argentyny. Park Narodowy wulkanu Lanin z araukariami u podstawy to dla nas zupełnie nowe krajobrazy. Chile, buzujące zielenią i chłodnym cieniem ustąpiło miejsca okrytym suchą, ale kolorową roślinnością górom i zjawiskowej pampie. W dolinach przepiękne strumienie, gdzie raj mają wędkarze, polujący na pstrągi.
Po drodze pastwiska, na których kowboje wypasają bydło.
Zakotwiczyliśmy na kilka dni w San Martin de los Andes. Byliśmy na czekoladkach w sklepie cukierniczym Mamusia. Maja Fornalska wiele lat temu otworzyla tu fabrykę czekolady. Chyba pochodzi gdzieś z Kurpiów, bo na ścianach sklepu są narysowane polskie ludowe wzory. Może ktoś ją pamięta?
czwartek, 22 stycznia 2015
Ola! Desde Villarrica!
Dotarliśmy ponad 600 kilometrów na południe od Santiago. Po drodze zahaczyliśmy o Matanzas nad Pacyfikiem.
Tam zjedliśmy świeżą rybę prosto z kutra. Przekonaliśmy się do empanady, wycofaliśmy z jadłospisu pastel del choclo. Lody są smaczne. Tutejsza kuchnia przypomina kuchnię hiszpańską, czyli słabo jadalną, ale motte con huesillo jest pyszne. Owoce np. brzoskwinie i melon są za soczyste i za słodkie, awokado za dojrzale, za mięsiste i za delikatne. Dojrzałe pomidory obierają nam w restauracjach ze skórki ( halo, Iza!). Wstąpiliśmy do stolicy wina Santa Cruz, odwiedziliśmy bardzo ciekawe muzeum Colchaqua, zajechaliśmy do parku Siete Tazas w Andach, bylismy na niedzielnym kiermaszu nad największymi wodospadami w Chile Salto del Lajas.
Salto del Laja
Zajechaliśmy do Villarrica i turystycznego Pucon.
A dziś przeszliśmy piękny górski szlak w Parque Nacionales Huerquehue, Siete Lagos. Szlak bardzo ciekawy, bo po drodze kilka wodospadów, 7 szmaragdowych, górskich jeziorek i las deszczowy, pierwotny. Jesteśmy zmęczeni, ale zadowoleni. Przezornie czekamy teraz na pizzę klasyczną, popijając Cerveza Austral z owocu kaktusa Kalafate.
Pogoda niesamowita, gorąco, ale nie za ciepło, wiatr wieje od trzech tygodni, na razie ciepły lub orzeźwiający, ale w południowej Patagonii chyba nas wywieje. Kraj jest niesamowicie zielony, krzewy róż sięgają tu nieba, jeden krzak niebieskiej hortensji wystarczyłby na cały mój ogród. Domki zbudowane z mchu i paproci są ukryte wsród drzew, krzewów i kwiatów. A nad tym wszystkim górują stożki majestatycznych, białych wulkanów i powiewają do nas dymkiem.
Ludzie są przyjaźni, ciepli i pomocni, ale po angielsku nie mówią nawet młodzi, nawet w informacji turystycznej. Chcąc, nie chcąc, przypominamy sobie nasz hiszpański, a w praktyce wychodzi nam to nawet nieźle.
Jutro odpoczywamy w termach, a potem przenosimy się na chwilę do Argentyny.
niedziela, 18 stycznia 2015
Hola, Hola from the Rojo Diablo
Hello blog Readers
Our 4x4 trip has finally started with a few days delay caused by the operational reasons at Santiago . As we say at E/// the workaround solution has been implemented ....and we are on our way. Our moving home is quite big - almost 7m long , 3,1m high and having kitchen, bathroom, bedroom and livingroom on board ( still real 4x4 Mazda BX-50). Santiago - one of the most friendly and green capitals, we saw so far. All main streets are closed on Saturdays and people can bicycle, run, etc.. Citizens are very helpful ( even don't speak English at all ), food and wine ( starting from 1,5 Euro bottle ) is excellent. Weather - hmmm nothing to comment, warm days , colder nights . The first stop was at the seaside, place called Matanzas. Something like a fisherman village far from the civilisation. We could buy fish from the boat ( Corbina ? ), grill it and .... Relax with the bottle of wine. Unfortunately the sand is black so it is not a real beach. We are have just tested how brave is our car, visiting very remote national park called 7 Tazas. More will come as we have just started .
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































